Zielonkowska Amatorska Liga Piłkarska - strona nieoficjalna

Strona klubowa

Logowanie

Wyniki

Ostatnia kolejka 22
API Market 0:13 Cubański Hash
In - Plus Marki 2:4 Sparta Wołomin
Dar - Mar Kobyłka 3:0 Sokoły Zielonka
FC United 2:2 FC Ursynów
Prestiż Warszawa 4:2 Tiger Wołomin
Andromeda 3:3 Greentown Zielonka

Najbliższa kolejka

Najbliższa kolejka 23

Najlepszy strzelec

stan końcowy:

35 bramek:

Chrystian Karczewski (Sokoły)

Statystyki

Brak użytkowników
zalogowanych i 1 gość

dzisiaj: 111, wczoraj: 86
ogółem: 664 607

statystyki szczegółowe

Mini-Chat

Musisz się zalogować, aby korzystać z mini-chatu.

Aktualności

Opisy meczów 4.kolejki ZALP

  • autor: zalpzielonka, 2014-10-07 18:34

5 meczów = 5 zwycięstw faworytów.

DAR-MAR KOBYŁKA 4:0 Sparta Wołomin

Dar-Mar wyraźnie odżył po porażce z pierwszej kolejki z In-Plusem. Dwa z rzędu zwycięstwa, w tym prestiżowe nad Tigerem, pozwoliło sądzić, że zespół Mirka Bryla znów zacznie kręcić się wokół upragnionego podium. By tak jednak było, to o ile porażki z zespołami pokroju In-Plusu można wkalkulować, o tyle straty punktów ze Spartą już nie. Bo niczego ekipie z Wołomina nie ujmując, to ten młody zespół ma tak duże wahania formy, że danego dnia chyba sam do końca nie wie, co jest w stanie zaprezentować. Zaczęło się przecież od ważnego zwycięstwa nad FC United, by za chwilę gładko ulec Sokołom. Kolejne spotkania miały więc pomóc wskazać, gdzie na dobrą sprawę jest miejsce ekipy Konrada Przybysza i Mateusza Stankiewicza. I niestety weryfikacja okazała się bardzo brutalna. Pierwsze minuty były jeszcze co prawda wyrównane, ale już w 9 minucie na prowadzenie wyszedł Dar-Mar. Wtedy w zamieszaniu w polu karnym, sprytem wykazał się Paweł Rybak, który kopnął piłkę za siebie, a tam bardziej zdecydowany od bramkarza Sparty okazał się być Dorian Kapała, który głową przedłużył tor lotu piłki i mógł cieszyć się z gola. Zespół w żółtych koszulkach kilka minut później był o włos od wyrównania, gdy strzał Artura Gajaka tuż sprzed bramki wybił nad poprzeczkę głową Paweł Godlewski. I była to pierwsza i tak naprawdę ostatnia dogodna sytuacja Sparty w tym spotkaniu. Później panował już tylko Dar-Mar, który boiskową przewagę przekuł na gola tuż przed przerwą, gdy mądre podanie Michała Kalaty wykorzystał Mariusz Heciak. Druga odsłona to już jednostronne widowisko, którego głównym aktorem był Paweł Godlewski. W 31 minucie wykorzystał podanie „w uliczkę” Mariusza Heciaka, a chwilę później sam rozprowadził i zamknął akcję, zdobywając drugiego dla siebie, a czwartego dla drużyny gola w meczu. Mirek Bryl był więc pewny trzech punktów, zwłaszcza że Sparta grała już na pół gwizdka. W 50 minucie mogła jednak zdobyć bramkę honorową, lecz wychodzącego na czystą pozycję Damiana Rudnika sfaulował Jacek Smoderek, który otrzymał czerwoną kartkę. A o rzucie wolnym wykonanym po tym faulu nie ma nawet co wspominać. I tak Dar-Mar odniósł trzecie kolejne zwycięstwo, dzięki czemu zameldował się w czubie tabeli. A Sparta musi szybko się otrząsnąć, bo poprzedni sezon pokazał, że jak zaczynają przegrywać, to potrzebują dużo czasu, by wrócić na właściwy tor. Szansa na przełamanie już w środę, w zaległym spotkaniu z API Market.

Przebieg spotkania:

9' Dorian Kapała (1:0)
25' Mariusz Heciak (2:0)
31' Paweł Godlewski (3:0)
33' Paweł Godlewski (4:0)

kartki:

46' Paweł Rybak (Dar-Mar Kobyłka) - żółta kartka
50' Jacek Smoderek (Dar-Mar Kobyłka) - czerwona kartka

 

FC UNITED 1:0 Sokoły Zielonka

Po dwóch porażkach z rzędu, Sokoły wreszcie otrząsnęły się z letargu i przed tygodniem zasłużenie odprawiły wołomińską Spartę. Ten triumf miał zwiastować lepsze czasu dla ekipy zielonkowskich weteranów, chociaż terminarz dał im w 4 kolejce trudnego rywala, jakim bez wątpienia jest FC United. Podopieczni Maćka Grabowskiego także nie najlepiej weszli w sezon, ale już zdążyli wrócić na właściwy dla siebie pułap i chcieli potwierdzić to triumfem w niedzielnym starciu. Mecz ten nie był jednak porywającym widowiskiem. Szczególnie pierwsza połowa, gdy sytuacji podbramkowych było jak na lekarstwo, nie zachwyciłaby nawet koneserów futbolu. Swoje szanse mieli Łukasza Makarow, oraz po drugiej stronie boiska Zbigniew Mańkowski, lecz w pierwszym przypadku zabrakło precyzji, a w drugim lepszy od strzelca okazał się bramkarz, Konrad Kulczycki. Ciekawiej było w drugich 25 minutach, gdyż oba zespoły nie wyglądały, jakby miały zadowolić się podziałem punktów. Kluczowa okazała się natomiast 37 minuta. Najpierw na bramkę FC United szarżował Chrystian Karczewski, lecz mimo niezłego dryblingu, strzał był minimalnie gorszej jakości i piłka poszybowała obok słupka. W odpowiedzi FC United przeprowadziło koronkową akcję, której najważniejszym ogniwem okazał się Filip Bagiński. To on zagrał na wolne pole do Marusza Sztabnika, a ten popisał się mierzonym uderzeniem i Michał Sauś był bez szans. W obozie ekipy Maćka Grabowskiego zapanowała euforia, ale była ona połączona z koncentracją, bo Sokoły miały jeszcze 12 minut na odrobienie strat. Tyle że to prowadzący byli bliżsi podwyższenia wyniku, aniżeli przegrywający doprowadzenia do remisu. W 44 minucie Karol Wojtkowski wydawało się idealnie skontrował piłkę głową, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, lecz piłka trafiła zaledwie w słupek. To utrzymało przy życiu Sokoły, lecz czas nieubłaganie mijał, a weteranom nie udawało się stworzyć akcji, która dałaby cenny punkt. Wynik więc ani drgnął i tym sposobem to zdobywcy trzeciego miejsca w poprzedniej edycji mieli po końcowym gwizdku sędziego więcej powodów do zadowolenia. Ale mimo porażki także Sokołom należy się ciepłe słowo, bo na pewno nie był to słaby mecz w ich wykonaniu. Zadecydował moment nieuwagi, chociaż wiadomo że ani nie jest, ani nawet nie powinno być to żadnym pocieszeniem dla rodziny Karczewskich i spółki. Trudno, może następnym razem.

Przebieg spotkania:

37' Mariusz Sztabnik (1:0)

kartki:

43' Robert Domański (Sokoły Zielonka) - żółta kartka

 

IN-PLUS MARKI 4:0 API Market

Prawdopodobnie z duszą na ramieniu przystępowali do tego meczu gracze API Market. Po klęsce z Andromedą 0:15, mogli spodziewać się przecież jeszcze większego lania od In-Plusu, który w tabeli poprzedniej sezonu uplasował się wszak wyżej aniżeli niedzielni pogromcy Marketu. Ale mecz meczowi nierówny, dlatego wszelakie scenariusze trzeba było odłożyć do kąta i poczekać na przebieg boiskowych wydarzeń. A te wcale nie szły po myśli ekipy Patryka Galla. Mimo wyraźnej przewagi w kulturze gry, In-Plus nie był w stanie zainkasować trafienia, choć sytuacji ku temu nie brakowało. W 7 minucie minimalnie niecelnym uderzeniem z główki popisał się Darek Jankowski, a w 11 minucie bramkarz API świetnie zachował się przy strzale Witka Piskorka. Ale w końcu gol padł. Na cztery minuty przed końcem pierwszej połowy do bezpańskiej piłki przed polem karnym dopadł Robert Pławczyk i po strzale w przeciwnym kierunku skąd przyszła piłka, zmusił do kapitulacji strażnika świątyni API. Ta bramka nieco podłamała beniaminka, który w ostatniej akcji tej odsłony nie upilnował przy rzucie rożnym Maćka Sadochy, a ten idealnym strzałem z główki podwyższył wynik na 2:0. Lecz wbrew pozorom, trudna sytuacja wcale nie zdemobilizowała podopiecznych Pawła Chojnowskiego. Oni doskonale zdawali sobie sprawę, że próba odrobienia strat jakimś nieskoordynowanym atakiem, może zakończyć się podobnie jak z Andromedą, dlatego nadal konsekwentnie trzymali przede wszystkim obronę. A In-Plus lubował się w marnowaniu dogodnych okoliczności, dlatego długo pachniało skromnym zwycięstwem markowian. Co więcej – Market kilkukrotnie zapuścił się pod bramkę Karola Kupisińskiego, tak jak w 37 minucie, gdy Adrian Janisiewicz zagrał do Pawła Chojnowskiego, lecz jego uderzenie skutecznie wybił na róg golkiper In-Plusu. Tyle szczęścia i umiejętności po drugiej stronie boiska nie miał bramkarz API, któremu w 39 i 48 minucie znów przyszło wyjmować piłkę z siatki i ostatecznie mistrz ograł debiutantów w stosunku 4:0. Ale bardziej niż postawa In-Plusu, zaimponował hart ducha przegranych. Oby tak dalej, a pierwsze punkty muszą w końcu przyjść. Natomiast ekipa Patryka Galla, chociaż ma ich komplet, to nie miała wesołej miny po niedzielnym pojedynku. I trudno się dziwić, bo tuż za rogiem mecz z Prestiżem, a forma jakby niemistrzowska...

Przebieg spotkania:

21' Robert Pławczyk (1:0)
25' Maciej Sadocha (2:0)
39' Seweryn Rejmer (3:0)
48' Witold Piskorek (4:0)

 

PRESTIŻ WARSZAWA 6:0 FC Ursynów

Emocje jakie towarzyszyły ekipie FC Ursynowa przed starciem z Prestiżem, były pewnie podobne do tych, jakie odczuwali przedstawiciele API przed meczem z In-Plusem. I jedni i drudzy byli skazywani na pożarcie i niewiadomą pozostawała jedynie różnica goli na korzyść faworytów. Tym bardziej, że pierwszą w meczu i to już w 2 minucie, Ursynów strzelił sobie sam. Robert Biskupski podał piłkę w kierunku swojego bramkarza, a Artur Ciok już w głowie układał sobie plan, gdzie ową futbolówkę wykopać, tymczasem zamiast tego, ta przeleciała mu pod stopą i wpadła do siatki. Zapowiadało się więc na dramat, lecz ekipa w białych koszulkach nie zamierzała rozpamiętywać nieszczęśliwych okoliczności, ale skupić na odpieraniu ataków konstruowanych przez Prestiż. A tych nie brakowało, lecz nawet dobrze wyszkoleni gracze ekipy Bogumiła Bonisławskiego, mieli problemy z przedarciem się przez zacieśnione szyki Ursynowa. I mimo kilku groźnych sytuacji, wynik do przerwy pozostał na poziomie ustalonym w 2 minucie. Ale po kilkuminutowym odpoczynku, szczęście przestało sprzyjać outsiderom. Przestrzenie pomiędzy formacjami robiły się coraz większe, lecz nic dziwnego, bo Prestiż umiejętnie rozciągał grę i znajdował pozycje do strzału. W 30 minucie jedną z nich wykorzystał Mateusz Gontarz a gdy w 32 minucie Artur Dębowski idealnie przyłożył głowę do podania z rzutu rożnego i zrobiło się 3:0, wszystko było jasne. Ursynów wyraźnie opadł z sił, co bezlitośnie przedstawiciele Prestiżu wykorzystywali z zimną krwią. Poligon strzelecki urządzili sobie zwłaszcza wspomniani Mateusz Gontarz i Artur Dębowski, którzy podzielili się całym łupem bramkowym zespołu. Wynik 6:0 był odzwierciedleniem boiskowych umiejętności obu zespołów, które są na odmiennych biegunach. Ale w najbliższej kolejce obie ekipy wreszcie będą mogły się naprawdę wykazać, bo czekają ich starcia z godnymi siebie przeciwnikami – Prestiż zagra z In-Plusem a Ursynów z Greentownem. Powinno więc być bardzo ciekawie.

Przebieg spotkania:

2' gol samobójczy (1:0)
30' Mateusz Gontarz (2:0)
32' Artur Dębowski (3:0)
42' Mateusz Gontarz (4:0)
44' Artur Dębowski (5:0)
45' Mateusz Gontarz (6:0)

 

CUBAŃSKI HASZ 2:0 Greentown Zielonka

Ciężkie zadanie było przed ekipą Greentown. Cubański Hasz, nawet nie do końca w optymalnej formie i składzie, to zawsze bardzo wymagająca ekipa, do której pokonania trzeba nierzadko gry na 110% swoich możliwości. Na te wyżyny ekipa Adama Twardowskiego bardzo chciała się wznieść i trzeba przyznać, że od początku spotkania gracze w żółtych koszulkach postawili poprzeczkę oponentowi bardzo wysoko. Hasz, chociaż miał więcej z gry, to nie był w stanie stworzyć sobie niemal żadnej bramkowej okazji. Wszystko zmieniło się jednak w 18 minucie. Wtedy to na strzał zdecydował się Piotr Dudziński, lecz po drodze tor lotu piłki zmienił jeszcze Mateusz Kowalski i Krzysiek Sieczkowski nie miał szans na skuteczną interwencję. Zwycięsko wyszedł za to z opałów z minuty 20, gdy do sytuacji oko w oko stanął z nim Dawid Frączek. Utrzymanie zespołu w grze było jednak tylko częścią planu, który miał odwrócić losy spotkania. I Greentown realizację musiał odłożyć na drugą połowę. A ta rozpoczęła się dla  nich idealnie – w 33 minucie jeden z zawodników Cubańskiego zagrywa piłkę ręką we własnym polu karnym i sędzia wskazuje na rzut karny. Do piłki podchodzi Damian Zieliński, lecz jego intencje kapitalnie wyczuwa Mateusz Antoniak i wynik nie ulega zmianie! Greentown się nie załamuje i w 40 minucie już z akcji próbuje zdobyć gola wyrównującego, lecz tym razem Karolowi Puźmierowskiemu brakuje centymetrów, by dołożyć stopę do piłki. I te dwie zmarnowane sytuacje mszczą się na beniaminku dwie minuty przed końcem spotkania. Piotr Dudziński precyzyjnie przymierza z rzutu wolnego, wykorzystując fakt, że mur nie zdążył się ustawić i Hasz postawił stempel na swoim zwycięstwie. Nie przyszło ono łatwo, a wręcz można stwierdzić, iż rodziło się w bólach, lecz marne to pocieszenie dla Greentownu. Była szansa urwać punkty jednemu z faworytów, a pozostał niedosyt. Szkoda, bo remis wcale nie byłby tutaj wynikiem niesprawiedliwym.

Przebieg spotkania:

18' Mateusz Kowalski (1:0)
47' Piotr Dudziński (2:0)

 

Andromeda ?:? Tiger Wołomin


  • Komentarzy [0]
  • czytano: [768]
 

Musisz się zalogować, aby dodawać komentarze.

Partner

Reklama

Organizator ligi

Partnerzy

Partnerzy medialni

Najnowsza galeria

Drużyny ZALP
Ładowanie...

Buttony

Kontakty