Zielonkowska Amatorska Liga Piłkarska - strona nieoficjalna

Strona klubowa

Logowanie

Wyniki

Ostatnia kolejka 22
API Market 0:13 Cubański Hash
In - Plus Marki 2:4 Sparta Wołomin
Dar - Mar Kobyłka 3:0 Sokoły Zielonka
FC United 2:2 FC Ursynów
Prestiż Warszawa 4:2 Tiger Wołomin
Andromeda 3:3 Greentown Zielonka

Najbliższa kolejka

Najbliższa kolejka 23

Najlepszy strzelec

stan końcowy:

35 bramek:

Chrystian Karczewski (Sokoły)

Statystyki

Brak użytkowników
zalogowanych i 1 gość

dzisiaj: 16, wczoraj: 28
ogółem: 646 709

statystyki szczegółowe

Mini-Chat

Musisz się zalogować, aby korzystać z mini-chatu.

Aktualności

Opisy meczów 8.kolejki ZALP

  • autor: zalpzielonka, 2014-11-08 10:08

Prestiż bliski straty punktów! Ratunek w ostatniej akcji.

Greentown Zielonka 0:5 SOKOŁY ZIELONKA

Wydaje się, że ten mecz miał zdecydowanie większy wymiar dla Sokołów niż Greentown. Ci drudzy mieli bowiem przed tym spotkaniem 9 punktów, co plasowało ich na wygodnym miejscu w okolicach środka tabeli. Z kolei rywal w tym sezonie ograł tylko Spartę a to zdecydowanie poniżej oczekiwań i ambicji ekipy Rafała Kusiaka. Dlatego też od pierwszego gwizdka sędziego, mieliśmy do czynienia z ofensywą zielonkowskich weteranów, wspieranych Tomkiem Sieczkowskim i Chrystianem Karczewskim. I to właśnie ten duet siał największy popłoch w szeregach oponenta, przez co w bramce Greentown dwoić i troić musiał się brat Tomka, Krzysiek Sieczkowski. I do pierwszego bratobójczego pojedynku doszło już w 4 minucie, lecz uderzenie napastnika, bramkarz sparował nad poprzeczkę. W 7 minucie oko w oko ze strażnikiem świątyni ekipy Karola Bolesty stanął z kolei Chrystian Karczewski i mimo że efektownie go wymanewrował, to nie zdołał z ostrego kąta zmieścić piłki w siatce. Ale to zagrożenie pachniało bramką. Greentown jednak nie wyciągał wniosków, bo na tle dobrze zorganizowanego przeciwnika, często nie wiedział jakie decyzje podejmować. Zwłaszcza w obronie brakowało komunikacji, co powodowało, że Rafał Kusiak dość swobodnie dzielił futbolówkę między kolegów, a ci wreszcie zaczęli być skuteczni. W 23 minucie idealne podanie między dwóch defensorów wspomnianego Rafała Kusiaka i tym razem Tomek Sieczkowski pakuje piłkę do siatki – 1:0! I Sokoły idą za ciosem – za chwilę kolejne nieporozumienie w szykach obronnych rywala i własne konto bramkowe otwiera Chrystian Karczewski. A ten sam zawodnik dosłownie w następnej akcji korzysta na błędzie w rozegraniu oponenta i po raz trzeci pokonuje Krzyśka Sieczkowskiego. W 3 minuty Greentown pozbawił się więc złudzeń w kwestii odniesienia w tym meczu zwycięstwa. Bo chociaż do końca spotkania była cała druga połowa, to żadna z akcji tego zespołu nie dawała symptomów, że może być lepiej. A gdy w 28 minucie znów dał o sobie znać Chrystian Karczewski, było definitywnie po meczu. Rywali było jedynie stać na uderzenie w poprzeczkę Marcina Kryńskiego, co tylko potwierdzało brak jakiekolwiek pomysłu na rozmontowanie obrony Sokołów. A ponieważ ofensywna machina drużyny prowadzącej naoliwiona była znakomicie, to w 38 minucie wynik zamknął Chrystian Karczewski. 5:0 i spokojnie możemy powiedzieć o boiskowym nokaucie. Zwycięzcy nie pozostawili złudzeń, że może i w tabeli są niżej, ale tego wieczora piłkarską jakością przewyższali Greentown przynajmniej o klasę.

Przebieg spotkania:

23' Tomasz Sieczkowski (0:1)
25' Chrystian Karczewski (0:2)
25' Tomasz Sieczkowski (0:3)
28' Chrystian Karczewski (0:4)
38' Chrystian Karczewski (0:5)
 

PRESTIŻ WARSZAWA 2:1 Dar-Mar Kobyłka

Dla Prestiżu już mecz z FC United pokazał, że kilka ostatnich spotkań w tej rundzie, do spacerków należeć nie będą. Każdy podwójnie się na ten zespół motywuje, bo przegrywając nic nie traci, a wygrywając lub nawet remisując, będzie uznany jako ten, który ekipie Bogumiła Bonisławskiego jako pierwszy odebrał nieśmiertelność. Tym razem temu zadaniu chciał sprostać Dar-Mar. Podopieczni Mirka Bryla dysponowali solidnym zestawieniem, a zaskoczyli również zmianą taktyczną – na środku obrony wystawiony został Michał Kalata, natomiast Jacek Smoderek został przesunięty na lewy bok obrony. Na początku wydawało się to dość ryzykowne, bo mimo ogromnych umiejętności, Michał Kalata to zdecydowanie zawodnik środka pola, w dodatku nie dysponujący nadzwyczajną prędkością, co przy szybkich napastnikach przeciwnika, mogło mieć duże znaczenie. Ale już pierwsze minuty pokazały, że ta decyzja była słuszna. Owszem, środkowy obrońca nawet nie próbował ścigać się z dynamicznymi rywalami, bo po prostu nie musiał – wystarczała mądrość w ustawianiu się. I Prestiż zaczął mieć problem. Mimo dużej wymienności pozycji, piłka rzadko przechodziła w okolice pola karnego Dar-Maru, a co za tym idzie – Adam Księżopolski pozostawał bezrobotny. Co innego jego vis-a-vis – Mateusz Klefas. W 12 minucie walkę o górną piłkę z Przemkiem Mikulskim wygrał Kuba Murawski i znalazł się na wprost bramkarza Prestiżu, ale to rywal wyszedł z opresji zwycięsko. Ale chwilę później musiał już wyciągnąć futbolówkę z sieci – znowu w roli głównej Kuba Murawski, który wywalczył piłkę w bocznym sektorze i zagrał ją do będącego bez opieki Rafała Roguskiego, a ten płaskim, lecz mierzonym strzałem wyprowadził Dar-Mar na prowadzenie. A lider ZALP jeszcze nie zdołał się otrząsnąć, a już powinien przegrywać 0:2! Ładne rozegranie akcji przez ekipę z Kobyłki i wyłożenie futbolówki Kubie Murawskiemu, który ma idealną okazję by podwyższyć rezultat, lecz brakuje mu zimnej krwi i Prestiż może odetchnąć. Przynajmniej w teorii, bo chociaż bramki nie stracił, to wciąż nie potrafił zainstalować się w mecz. Proste błędy, głupie straty, a przeciwnik widział to i z każdym nieporozumieniem oponenta, czuł się silniejszy. Wynik do przerwy nie uległ więc zmianie. Podobnie zresztą jak długo po niej, chociaż faworyci wyraźnie wzięli się w garść i już w 31 minucie powinni remisować, gdy podanie Mateusza Gontarza zmarnował Adrian Basiuk, strzelając w Adama Księżopolskiego. Ale co się odwlekło, to nie uciekło. W 37 minucie Dar-Mar nieumiejętnie rozprowadza piłkę, która na skutek pressingu trafia do Mateusza Gontarza. A ten, mimo obecności przeciwnika na plecach, odwraca się i oddaje błyskawiczny strzał, którego golkiper rywala nie ma szans obronić – 1:1! Ten gol nakręca Prestiż. Główny pretendent do tytułu gra coraz szybciej i w 40 minucie musi wyjść na prowadzenie. Musi, ale nie wychodzi, bo sytuację sam na sam z bramkarzem marnuje Konrad Podeszwik, zbyt długo zwlekając z oddaniem strzału, który ostatecznie zostaje zablokowany przez Jacka Smoderka. A minuty uciekają. Dar-Mar nie jest już tak groźny w kontrach i teraz skupia się, by przede wszystkim samemu nie stwarzać zagrożenia pod własną bramką. To powoduje dalekie wykopy z autu bramkowego lub nawet w niegroźnych sytuacjach. Nie brakuje też wzajemnych słownych przepychanek, ale wszystko to działa na korzyść drużyny Mirka Bryla. W 50 minucie, gdy strzałem nad poprzeczką popisuje się Adrian Basiuk, wydaje się, że jest po meczu. Ale sędzia pozwala rozegrać jeszcze kilka akcji. Dar-Mar znów wykopuje piłkę, ale szybko przejmuje ją Prestiż. Jeden z jego przedstawicieli wygrywa pojedynek przy końcowej linii, chociaż gracze w czerwonych koszulkach mają wrażenie, że piłka opuszcza w tej sytuacji boisko. Gra trwa jednak dalej, po czym Michał Kalata groźnym wślizgiem nieprzepisowo powstrzymuje akcję rywala. Jest więc faul i rzut wolny. Odległość do bramki bardzo duża, dlatego Dar-Mar nawet nie ustawia muru. A w polu karnym drużyny z Kobyłki ogromne zamieszanie. W tym momencie są tam niemal wszyscy gracze uczestniczący w spotkaniu. Następuje uderzenie Marcina Jackiewicza, a skuteczny wyblok zespołu atakującego powoduje, że piłka zmierza w światło bramki. Delikatne jej kierunek zmienia jeszcze po drodze Bogumił Bonisławski i wpada do siatki! A Prestiż wpada sobie w ramiona. Sędzia nawet nie wznawia gry od środka... Dar Mar był załamany. Remis był w zasięgu i być może swoją determinacją ten zespół nawet zasłużył na jeden punkt. Ale parafrazując znane piłkarskie porzekadło – mecz w ZALP nie trwa 50 minut, ale 50 minut plus to, co doliczy sędzia. Darmarowcy tę prawdę zapamiętają więc na długo.

Przebieg spotkania:

14' Rafał Roguski (0:1)
37' Mateusz Gontarz (1:1)
50' Bogumił Bonisławski (2:1)

 

CUBAŃSKI HASZ 3:0 Sparta Wołomin

WALKOWER. Drużyna Sparty poinformowała przed spotkaniem, że nie zbierze wymaganej liczby zawodników.

 

TIGER WOŁOMIN 5:0 FC Ursynów

Tiger dzielnie trzyma się za plecami Prestiżu. Tylko sześć punktów straty (przy jednym spotkaniu do rozegrania więcej) to różnica do odrobienia w jednym meczu, a już niedługo dojdzie przecież do konfrontacji obydwu ekip. Ale zanim ona, to podopieczni Mariusza Magierka stanęli w szranki z FC Ursynowem. I byli jej murowanym faworytami, bo przeciwnik do tej pory wygrał zaledwie jeden mecz i to z API, z którym wszyscy regularnie sobie radzą. Na korzyść wołomińskich Tygrysów przemawiał też bilans dotychczasowych meczów pomiędzy tymi ekipami – zawsze kończyły się one wysokimi zwycięstwami wiceliderów ZALP. Szybko przełożyło się to również na boiskowe wydarzenia, bo od samego początku inicjatywa należała do Tigera, który zdecydowanie swobodniej i dokładniej operował futbolówką. Ale mimo to, to rywal jako pierwszy stworzył sobie groźniejszą sytuację. W 6 minucie sprytne podanie Maćka Tabaczyńskiego do Artura Grzelakowskiego spowodowało, że ten drugi miał przed sobą tylko bramkarza. Zbyt długo zbierał się jednak do strzału, przez co Mateusz Kutera zdążył zrobić kilka kroków do przodu i skrócić kąt, a piłka uderzyła wprost w niego. Ten ostrzegawczy sygnał został zrozumiany przez Tygrysów. Już chwilę później nieporozumienie w obronie Ursynowa spowodowało, że do sytuacji sam na sam z Arturem Ciokiem doszedł Kamil Milczarek i celnym strzałem wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Drużyna z Wołomina chciała pójść za ciosem, ale na podwojenie bramkowego dorobku musiała czekać aż do 19 minuty. Wtedy to Paweł Ciok sfaulował przed polem karnym Pawła Gołaszewskiego, a sam poszkodowany idealnie przymierzył z lewej nogi i było 2:0. Takim też rezultatem zakończyła się pierwsza połowa pojedynku. A w drugiej obraz gry się nie zmienił. Tygrysy miały przewagę i od czasu do czasu dokumentowały ją bramką. W 34 minucie dalekiego podania do Pawła Gołaszewskiego nie przecina Darek Oleksiak, przez co napastnik może spokojnie przyjąć piłkę, ustawić sobie ją na prawej nodze a następnie przymierzyć po długim rogu i jest 3:0. I tak to właśnie wyglądało. W 43 minucie Paweł Gołaszewski kompletuje hat-tricka, a czarę gorycze dla Ursynowa przelewa samobójcze trafienie na trzy minuty przed końcem. 0:5, tak więc mecz bez większej historii. Tiger potwierdził wysoką formę, która trzeba już tylko szlifować, przed najważniejszym dla nich spotkaniem z Prestiżem.

Przebieg spotkania:

9' Kamil Milczarek (1:0)
19' Paweł Gołaszewski (2:0)
34' Paweł Gołaszewski (3:0)
43' Paweł Gołaszewski (4:0)
47' gol samobójczy (5:0)

kartki:

Paweł Ciok (FC Ursynów) - żółta kartka


  • Komentarzy [0]
  • czytano: [1144]
 

Musisz się zalogować, aby dodawać komentarze.

Partner

Reklama

Organizator ligi

Partnerzy

Partnerzy medialni

Najnowsza galeria

Drużyny ZALP
Ładowanie...

Buttony

Kontakty