Zielonkowska Amatorska Liga Piłkarska - strona nieoficjalna

Strona klubowa

Logowanie

Wyniki

Ostatnia kolejka 22
API Market 0:13 Cubański Hash
In - Plus Marki 2:4 Sparta Wołomin
Dar - Mar Kobyłka 3:0 Sokoły Zielonka
FC United 2:2 FC Ursynów
Prestiż Warszawa 4:2 Tiger Wołomin
Andromeda 3:3 Greentown Zielonka

Najbliższa kolejka

Najbliższa kolejka 23

Najlepszy strzelec

stan końcowy:

35 bramek:

Chrystian Karczewski (Sokoły)

Statystyki

Brak użytkowników
zalogowanych i 1 gość

dzisiaj: 13, wczoraj: 28
ogółem: 646 706

statystyki szczegółowe

Mini-Chat

Musisz się zalogować, aby korzystać z mini-chatu.

Aktualności

Opisy meczów 13 kolejki ZALP

  • autor: zalpzielonka, 2015-04-02 21:16

W tabeli bez zmian. Dobra forma Dar-Maru i Tigera.

Greentown Zielonka 1:4 PRESTIŻ WARSZAWA

Dla Prestiżu, w związku z przełożeniem spotkania z Sokołami był to pierwszy mecz w rundzie wiosennej. Ale w żaden sposób nie powodowało to, iż nie wiedząc w jakiej zespół jest formie, zaczęliśmy dywagować kto będzie faworytem ich starcia z Greentown. Bez względu na okoliczności, drużyna Bogumiła Bonisławskiego zawsze będzie stawiana jako potencjalny beneficjent trzech punktów i nie inaczej było w niedzielę. Ale jak się okazało, wcale nie był to jednostronny pojedynek. Owszem, Prestiż miał przewagę i już w pierwszej minucie za sprawą Bartka Dutkiewicza mógł prowadzić, lecz Greentown nie był zespołem, którego zawodnicy tylko bezradnie rozkładali ręce a ich wzrok był rozbiegany. Dużo zamieszania w szeregach przeciwnika robił zwłaszcza Daniel Sarna, który gdy tylko miał piłkę przy stopie, w ekipie z Warszawy wzbudzał się alarm. Defensywa liderów rozgrywek nie dawała się jednak oszukać, a w 9 minucie swoje zrobili także gracze odpowiedzialni za zdobywanie goli – Mateusz Gontarz przebiegł kilkadziesiąt metrów z piłką z własnej połowy, zagrał do Bartosza Krajewskiego a ten otworzył wynik. Rywal nie załamał się takim stanem rzeczy i w 17 minucie Karol Bolesta mógł doprowadzić do wyrównania. Akcję rozprowadził Daniel Sarna i gdyby jego koledze z zespołu udało się lepiej przyłożyć stopę do piłki, to mielibyśmy wyrównanie. A w rewanżu szansę marnuje także Mateusz Gontarz, a tuż przed końcem pierwszej połowy znów do głosu dochodzi Greentown, lecz Paweł Koziorek strzela obok słupka i na przerwę Prestiż schodzi z ledwie jednobramkową przewagą. W drugiej było już lepiej i skuteczniej. W 32 minucie Rafał Śnieżek nieprzepisowo atakuje Bartosza Krajewskiego w polu karnym i sędzia wskazuje na rzut karny. Do piłki podchodzi Mateusz Gontarz i ze spokojem pokonuje Krzyśka Sieczkowskiego. W 39 minucie robi to po raz drugi, tym razem z akcji, a futbolówkę idealnie doręczył mu Przemek Mikulski. Prestiż nie zatrzymywał się i widząc, że oponent leży na łopatkach, starał się podreperować bilans bramkowy. Ostatecznie zdobył jeszcze jedną bramkę, a jej autorem był Rafał Piasecki. Wszystko wskazywało więc na wygraną do zera, lecz miejscowi tego ranka absolutnie zasłużyli sobie na trafienie honorowe. I doczekali się! Tuż przed końcem spotkania Rafał Śnieżek zaliczył bramkę i zamknął wynik spotkania w postaci 4:1 dla mistrzów rundy jesiennej. Dla Prestiżu było to jedenaste kolejne zwycięstwo, lecz z racji dobrej postawy ekipy z Zielonki, wcale nie przyszło ono łatwo. Brawa zatem dla jednych, jak i drugich.

Przebieg spotkania:

9' Bartosz Krajewski (0:1)
32' Mateusz Gontarz (0:2)
39' Mateusz Gontarz (0:3)
43' Rafał Piasecki (0:4)
49' Rafał Śnieżek (1:4)


kartki:

32' Rafał Śnieżek (Greentown Zielonka) - żółta kartka
 

TIGER WOŁOMIN 3:1 FC United

Gdy w jednym miejscu i o jednym czasie spotykają się zespoły FC United i Tiger, to można być pewnym, że dla nikogo nie będzie to 50 minut usłane różami. Obie ekipy słyną z nieustępliwości i twardej gry, co przy bezpośrednim starciu mgło nam dać mieszankę wybuchową. Tym bardziej, że miejscowi podrażnieni remisem ze Spartą Wołomin, chcieli jak najszybciej wejść na zwycięską ścieżkę, natomiast drudzy liczyli na zachowanie dystansu do Prestiżu. Sprawa była więc jasna – kompromis nie był możliwy i walka szła jedynie o 3 punkty. Przynajmniej w zamierzeniach, bo na boisku tej determinacji jakby nie było widać. Aktywny był co prawda Tomek Boroszko z Tigera i do niego należał pierwszy godny odnotowania strzał w tym spotkaniu, lecz to FC United powinni objąć prowadzenie. W 6 minucie Daniel Porzeziński zagrywa piłkę ręką we własnym polu karnym i arbiter daje tym samym miejscowy doskonałą okazję by prowadzić 1:0. Do piłki podchodzi Karol Wojtkowski, uderza, ale fantastycznie broni Adrian Wyrwiński! I na tym opis pierwszej połowy można zakończyć. Akcji było jak na lekarstwo, a dominowała niedokładność, która zmuszała bramkarzy do częstych wykopów z popularnej „piątki”. Na szczęście drugie 25 minut było dużo żywsze i ciekawsze. Wszystko zaczęło się w siedem minut po pierwszym gwizdku arbitra w tej odsłonie. Właśnie wtedy błąd popełnił Adrian Wyrwiński, który dostając piłkę od jednego z kolegów, w nieumiejętny sposób próbował ją wyekspediować, a futbolówka trafiła do jednego z przeciwników. Na prezencie skorzystał Filip Bagiński i ekipa Maćka Grabowskiego prowadziła! Radość z jednobramkowej przewagi trwała jednak bardzo krótko. W 34 minucie Tiger przeprowadzili akcję i w jej końcowym fragmencie dysponował trzema napastnikami przy dwóch obrońcach rywali. I szansę wykorzystał – Paweł Gołaszewski zagrał do Tomka Boroszko i mieliśmy remis. A za chwilę wołomińskie Tygrysy były już na prowadzeniu. Paweł Gołaszewski w swoim stylu przyjął piłkę a następnie obrócił się z nią i uderzył, a ta znalazła drogę do bramki Konrada Kulczyckiego. Ekipa z Zielonki mimo iż na pewno poczuła, że spotkanie zaczyna im uciekać z rąk, nie była w stanie odwrócić losów spotkania. Do końca meczu Tiger panował niepodzielnie i chociaż w 37 minucie Paweł Gołaszewski trafił tylko w słupek, to na 8 minut przed końcem potyczki wynik przypieczętował Arek Ryszkowski. Dzięki temu drużyna Mariusza Magierka wciąż okupuje 3 miejsce i wciąż ma prawo myśleć o czymś więcej. Z kolei United o podium chyba mogą zapomnieć. Kiedyś prowadzenia 1:0 tak łatwo by nie oddali i to tylko potwierdza, że w tej ekipie potrzebne są zmiany. Nie sądzimy bowiem, że środek stawki to coś, co lubią najbardziej.

Przebieg spotkania:

32' Filip Bagiński (0:1)
34' Tomasz Boroszko (1:1)
35' Paweł Gołaszewski (2:1)
42' Arkadiusz Ryszkowski (3:1)

 

FC Ursynów 0:3 DAR-MAR KOBYŁKA

Dar-Mar przed tygodniem zaskoczył wszystkich i pokonał In Plus Marki aż 4:1. Zwycięstwo z takim przeciwnikiem i w takich rozmiarach było jednoznaczną odpowiedzią na pytanie, kto będzie uchodzi za faworyta ich potyczki z FC Ursynowem. Przeciwnicy od samego początku zabarykadowali się w dole tabeli i z rzadka wychylają nos z zajmowanej strefy. Teraz także sukcesu wrócić im nie można było, chociaż na mecz zjawili się w sile tylu graczy, co czasem nie mogą zebrać na przestrzeni dwóch spotkań. I ta długa ławka rezerwowych na pewno im pomogła – ekipa Roberta Biskupskiego nie odbiegała motorycznie od przeciwników, tyle że – z racji kilku nowych twarzy – brakowało im zrozumienia, a akurat w Dar Marze poziom zdyscyplinowania i wzajemnego zrozumienia jest bardzo wysoki. I to było widać – akcje Ursynowa były szarpane, z kolei rywal umiejętnie rozgrywał, podawał piłkę i wymieniał się pozycjami,. co w konsekwencji dało tej ekipie prowadzenie w 9 minucie. Rywal zgubił krycie i niemal otworzył drogę do bramki oponentom, z której skrzętnie skorzystał Mariusz Heciak. I mimo jeszcze kilu prób drużyny Mirka Bryla, to jednobramkowe prowadzenie utrzymało się do końca pierwszej odsłony. W teorii wszystko było więc jeszcze możliwe, lecz na dobrą sprawę w inauguracyjnej połowie Adam Księżopolski nie miał praktycznie nic do roboty i chociaż gracze Ursynowa zdawali sobie sprawę, że trzeba uderzać, by zmusić go do błędu, to po powrocie na boisko wcale nie wyglądało to lepiej. O wiele więcej szans do wykazania się miał Artur Ciok i czynił to skutecznie, podobnie jak jego brat Paweł, który naprawiał każdą niedokładność w poczynaniach kolegów z bloku obronnego. Lecz w końcu wszystko się załamało. W 45 minucie Łukasz Siwak podwyższył na 2:0, a chwilę później przeciwników dobił Mariusz Heciak. I rezultat 3:0 był sprawiedliwym odzwierciedleniem boiskowych wydarzeń. Dar Mar nawet bez lidera środka pola, Michała Kalaty, dysponował o wiele wyższą jakością piłkarską i zasłużenie zgarnął komplet oczek. To powoduje, że zespół z Kobyłki może się pochwalić idealnym rozpoczęciem wiosny i jeśli będzie się tak dalej prezentował, to piąte miejsce które obecnie zajmuje, na pewno nie będzie końcowym. Natomiast Ursynów musi uważać. Punkty w tej rundzie zdobyli już Greentown i Sparta i jeżeli tak dalej pójdzie, to gracze w białych koszulkach spadną na przedostatnie miejsce w tabeli. A terminarz ich nie rozpieszcza – po świętach In Plus, a później Prestiż. I jakikolwiek zdobyty punkt będzie tutaj nie lada sensacją.

Przebieg spotkania:

9' Mariusz Heciak (0:1)
45' Łukasz Siwak (0:2)
46' Mariusz Heciak (0:3)


kartki:

44' Maciej Tabaczyński (FC Ursynów) - żółta kartka

 

Cubański Hasz 1:1 Andromeda

Andromeda i Hasz to sąsiedzi w tabeli. Ci pierwsi zajmują 5 a drudzy 6 miejsce, chociaż dystans ich dzielący jest spory, bo wynosił aż 6 puntów, przy jednym spotkaniu rozegranym mniej przez zespół Wojtka Kuciaka. Tyle że Cubański raczej nie ma względów na pozycje zajmowane przez przeciwnika – podopieczni Piotrka Dudzińskiego są w stanie wygrać w tej lidze z każdym, lecz problem polega na tym, że równocześnie są w stanie z każdym przegrać. Zwykle jednak udaje im się zmobilizować na te silniejsze drużyny, więc niedzielne starcie zapowiadało się ciekawie. I takim było. Mecz lepiej rozpoczęli gracze w błękitnych koszulkach – najpierw nieporozumienie w obronie Haszu prawie wykorzystał Mateusz Pruszkowski, który posłał efektownego loba nad Hubertem Kowalskim, lecz wraz z bramkarzem, przelobował też bramkę. W 6 minucie Hasz odpowiedział fantastyczną akcją, którą musiał wręcz wykończyć Michał Sieńko. Niestety z najbliższej odległości zamiast do siatki, posłał piłkę obok świątyni Marcina Dudka. W 14 minucie ten sam gracz próbował po raz drugi, ale jego uderzenie z daleka na niewiele się zdało, z kolei chwilę później szansę zmarnował też Darian Zasłonka. Aż wreszcie w 14 minucie powiedzenie "do trzech razy sztuka" wypełniło się, gdy wynik wreszcie otworzył Michał Sieńko. A ponieważ Andromeda z rzadka podejmowała ofensywne inicjatywy, to do przerwy więcej goli nie zobaczyliśmy. Ale przegrywający w końcu musieli wziąć się w garść, bo widmo porażki było coraz wyraźniejsze. W sukurs drużynie Wojtka Kuciaka przyszła sytuacja z 37 minuty. W niegroźnej sytuacji faul - który mógł spowodować naprawdę potężne konsekwencje dla Daniela Gajewskiego - sprokurował Piotrek Dudziński. Sędzia nie miał wyjścia – czerwona kartka! I nagle sytuacja z dobrej, zrobiła się dla Haszu bardzo niepewna. Rywal poczuł wiatr w żagle i przebywał na połowie rywala niemal non stop. Nic z tego jednak nie wychodziło, a gdyby Cubański był skuteczniejszy w swoich kontrach, to w pewnym momencie nawet grając o jednego zawodnika mniej, mógł rozstrzygnąć ten mecz na swoją korzyść. Tyle że nie tylko nie zdobył gola numer 2, ale też dał sobie wbić bramkę wyrównującą. Adam Marcinkiewicz podał z autu do wbiegającego w pole karne Mateusza Pruszkowskiego, a ten strzelił płasko i nie dał szans Hubertowi Kowalskiemu. A ponieważ do końca spotkania było jeszcze parę minut, to wynik pozostawał zagrożony. Atakowali i jedni i drudzy, lecz na drodze stawał brak skuteczności, przez co wynik nie zmienił się i obie ekipy mogą z jego powodu czuć spory niedosyt. Hasz miał ten mecz w garści, lecz nieodpowiedzialne zachowanie własnego kapitana, zmusiło go do obrony wyniku. Z kolei Andromeda grała źle i bez pomysłu, lecz w końcówce spotkania mogła je przechylić na swoją stronę. Nie udało się, przez co i jedni i drudzy będą w kolejce numer 14 startowali z tych samych pozycji, co przed tym meczem.

Przebieg spotkania:

14' Michał Sieńko (1:0)
49' Mateusz Pruszkowski (1:1)

kartki:

37' Piotr Dudziński (Cubański Hasz) - czerwona kartka
41' Mariusz Kowalski II (Cubański Hasz) - żółta kartka
42' Hubert Kowalski (Cubański Hasz) - żółta kartka
50' Mateusz Ordyniak (Andromeda) - żółta kartka

 

Sokoły Zielonka 0:4 IN-PLUS MARKI

Dogonić Prestiż – taki cel przed rundą rewanżową przyświecał ekipie In–Plusu. Inaczej być nie mogło, bo wciąż urzędującemu mistrzowi wręcz nie wypada cieszyć się z sytuacji, w której zajmuje drugie miejsce, a tuż przed nim jest ekipa, która w rozgrywkach gra po raz pierwszy. Ale słowa słowami, a boisko boiskiem. Przed tygodniem podopieczni Patryka Gall wyraźnie ulegli Dar-Marowi i dystans do Prestiżu powiększał się. Co więcej – wpadka markowian ewidentnie poprawiła humory całemu peletonowi, która ma ochotę przeskoczyć In Plus w tabeli. Dlatego też tak ważne było niedzielne starcie z Sokołami. Faworyci musieli wygrać, lecz miejscowi nawet niespecjalnie na takie zdanie się obrażali, bo oni akurat wolą sytuację, w której są skazywani na pożarcie. Gdy mało kto czegoś od nich oczekuje, oni wtedy zaskakują najbardziej i taki też mieli zamiar w to niedzielne popołudnie. Ale szybko się okazało, że nie będzie to łatwe, bo chociaż pierwsze minuty były w miarę wyrównane, to wszystko zmieniło się w 12 minucie. Od razu po wejściu na boisko gola zanotował Seweryn Rejmer i od tego momentu In Plus zaczął nabierać zdecydowanie większej pewności w swoich poczynaniach. A to przekładało się na kolejne akcje i w 20 minucie Robert Pławczyk strzelił zza pola karnego, a piłka zaliczyła jeszcze po drodze rykoszet i tym samym nie dała szans na interwencję Michałowi Sausiowi. Sokoły były w tym momencie na musiku – trzeba było coś zrobić, bo w przeciwnym wypadku nawet remis stawał się marzeniem ściętej głowy. I tuż przed przerwą ligowi weterani powinni zaliczyć trafienie kontaktowe – kapitalne podanie Rafała Kusiaka zmarnował jednak Chrystian Karczewski i dwa gole przewagi pozostały nienaruszone. A druga połowa miała podobny przebieg do poprzedniczki. Pierwsze minuty znów bez wyraźnego wskazania, chociaż starał się jak mógł Rafał Kusiak, który często idealnie obsługiwał kolegów, lecz ci wydawali się być jeszcze myślami na feriach zimowych. I to się zemściło. W 32 minucie strzał z dalszej odległości Seweryna Rejmera i jest 3:0. A lada moment gola numer 4, który przy okazji okazał się ostatnim w tym spotkaniu, zaliczył także Sebastian Kurnikowski i zwycięzca został oficjalnie ogłoszony. Dramaturgii więc nie było, lecz z tą formą Sokołów, inaczej po prostu być nie mogło. Brakowało zawziętości i chyba też wiary w końcowy sukces. Dlatego też trzy punkty zasłużenie pojechały w bagażniku samochodu z marecką rejestracją.

Przebieg spotkania:

12' Seweryn Rejmer (0:1)
20' Robert Pławczyk (0:2)
32' Seweryn Rejmer (0:3)
33' Sebastian Kurnikowski (0:4)

 

API Market 1:9 SPARTA WOŁOMIN

Kolejkę numer 13 zamknął mecz dwóch ostatnich zespołów w tabeli – Sparty Wołomin z API Market. Początkowo nie było wiadomo, czy to spotkanie w ogóle dojdzie do skutku. Gracze Marketu zbierali się na mecz bardzo powoli i gdyby sędzia był rygorystyczny, odgwizdałby walkowera, bo po 5 regulaminowych minutach od planowanej godziny rozpoczęcia, liczba zawodników na boisku na pewno nie spełniała wymaganej. Graczom Sparty nie zależało jednak na trzech punktach bez gry, dlatego spokojnie poczekali aż przeciwnik się zbierze i chcieli swoją wyższość udowodnić na boisku. Byli oczywiście murowanymi faworytami, szczególnie, że tydzień wcześniej o mało nie zabrali trzech punktów FC United. A skoro byli w stanie napsuć tyle krwi wyżej notowanej drużynie, to nie mieli prawa mieć problemów z czerwoną latarnią rozgrywek. I nie mieli. Od samego początku posiadali zdecydowaną inicjatywę i już w 4 minucie za sprawą Artura Gajaka mogli cieszyć się z objęcia prowadzenia. Ten sam zawodnik 6 minut później z najbliższej odległości wepchnął piłkę do bramki po raz drugi i jeśli ktoś miał złudzenia co do szans API na niespodziankę, to w tym momencie bezpowrotnie je stracił. Market atakował bardzo rzadko, a ponieważ coraz gorzej wyglądały też jego szyki obronne, to w 20 minucie Sparta podwoiła stan posiadania i było już 4:0. I w chwilę po ostatnim ze straconych goli, wreszcie przebudzili się gracze Pawła Chojnowskiego. Strzał z daleka Adama Szopy, piłka zalicza odbicie od nóg jednego z zawodników i ostatecznie Darek Banaszek, mimo heroicznej interwencji, nie był w stanie zatrzymać futbolówki przed linią bramkową. Cóż jednak z tej bramki, skoro w następnej akcji outsiderzy stracili gola na 1:5 i właśnie przy cztero-bramkowej stracie schodzili na przerwę z okazji zakończenia pierwszej połowy. A jak się później okazało – w drugiej goli stracili tylko trochę mniej niż w pierwszych 25 minutach, z kolei żadnej nie udało im się strzelić. Sparta miała pełen komfort gry i w żadnym momencie nie mogła czuć się zagrożona. Wielu zawodników wyczuło też szansę, że można podreperować swój strzelecki dorobek, na czym skorzystał przede wszystkim Maciek Bieńczyk, popisując się w tej odsłonie klasycznym hat-trickiem. Ostatecznie wynik zatrzymał się na stanie 9:1 i nikt nie może mieć do niego pretensji. Być może byłoby niżej, lecz w pewnym momencie z ust przedstawicieli Marketu usłyszeliśmy: „atakujmy, nie mamy nic do stracenia”, a chyba warto spojrzeć na to z innej strony. Czy na pewno jest coś do zyskania przy takim wyniku? Wydaje się, że lepiej przegrać czterema golami, niż zostawić własnego bramkarza na pastwę losu. Nie był to jednak problem Sparty, która zrobiła swoje i zanotowała drugi z rzędu mecz bez porażki. To dobrze wróży na przyszłość i można odnieść wrażenie, że ta ekipa złapała nowego ducha. Jest chęć gry, jest niezła atmosfera, no i są wyniki. Oby udało się to utrzymać jak najdłużej.

Przebieg spotkania:

4' Artur Gajak (0:1)
9' Artur Gajak (0:2)
11' Maciej Bieńczyk (0:3)
19' Jarosław Rozbicki (0:4)
20' Adam Szopa (1:4)
21' Adrian Lewandowski (1:5)
35' Maciej Bieńczyk (1:6)
38' Maciej Bieńczyk (1:7)
45' Sebastian Szwaczyk (1:8)
48' Maciej Bieńczyk (1:9)


  • Komentarzy [0]
  • czytano: [611]
 

Musisz się zalogować, aby dodawać komentarze.

Partner

Reklama

Organizator ligi

Partnerzy

Partnerzy medialni

Najnowsza galeria

Drużyny ZALP
Ładowanie...

Buttony

Kontakty